karly-santiago-319853-unsplash1

Jesienią się chce

Przyszła jesień i człowiek tak zaczyna myśleć – cóż takiego wymyślić sobie na te długie jesienne wieczory? Przecież najchętniej nie wychodziłoby się z domu, bo pogoda brzydka, bo ciemno za oknem i co tu takiego robić?

Oczywiście zawsze jest Netflix i niekończące się seriale, leniwie wciągające niczym rura od odkurzacza kurz za łóżkiem, ale… No właśnie, ale! Przecież nie można spędzić pół życia pod kocem gapiąc się w ekran! Trzeba się ruszyć i zrobić coś kreatywnego (póki jeszcze się chce:))

Ale co?

Chęci już są, wyobrażenia jak to aktywnie spędzę tę jesień również, ale już tak pomysłów na to, czym tak naprawdę się zająć niewiele? To dokładnie tak jak u mnie! Jednak w podjęciu decyzji co takiego chciałabym robić tej jesieni pomógł mi przypadek. Otóż, kilka moich ślicznie jesiennych ciuchów potrzebowało wprawnej ręki krawcowej. Dumnie zaniosłam je do punktu krawieckiego, z uśmiechem na twarzy oddałam mistrzyni igły, ale uśmiech zszedł z mojej twarzy jak tylko otrzymałam rachunek za te drobne naprawy. Ile?! Przecież to były same pierdołki, podszycie, zszycie, przyszycie i aż tyle?! Mój wewnętrzny oszczędniś zaprotestował i dzięki temu wylądowałam na kursie szycia!

I tak zupełnie niedawno przypomniałam sobie jak to już kilka lat temu chciałam zostać mistrzynią maszyny do szycia z pomocą mojej Babci. Pierwsze próby z babciną maszyną nie były zbyt owocne, a to pewnie dlatego, że pedał napędu za bardzo kojarzył mi się z pedałem gazu w samochodzie i proste przeszycia wcale nie były takie proste, a to wina tej ciężkiej nogi. No i chyba uszycie nerki na biodro było troszkę zbyt poważnym wyzwaniem dla takiego niecierpliwca jak ja. Ale przecież zawsze można spróbować po raz drugi, prawda?

I w moim przypadku potrzeba, wewnętrzny skąpiec, a także niespełnione nadzieje z przeszłości zaprowadziły mnie na kurs, na którym zaskoczyłam sama siebie!

Teraz Twoja kolej, zastanów się, czy jest coś, co od zawsze chcesz zrobić, ale zawsze odwlekasz, bo będzie jeszcze czas, bo za drogo, bo teraz nie jest dobry moment? Hej! Zawsze jest dobry moment, a inwestowanie w siebie i swój, chociażby drobny rozwój to zawsze największa przyjemność. A jak z tej przyjemności wyjdzie jeszcze coś praktycznego? Wtedy to już pełnia szczęścia!

Co z tym szyciem?

Wspomniany już splot wydarzeń doprowadził mnie na kurs, na którym podczas czterogodzinnego spotkania miałam  S A M O D Z I E L N I E   U S Z Y Ć   KOSMETYCZKĘ! Oczywiście początkowo pomyślałam,  że to całkiem niezły dowcip. Jak to? Ja?! Manualne beztalencie, które już raz poległo w starciu z cudem techniki? Ja, która jako jedyna w klasie miała czwórkę z plastyki, co wybitnie oznacza, że moje rączki raczej przypominają dwie lewe, a nie sprawne i zwinne krawieckie dłonie. Zapewnienia prowadzącej, że w długoletniej historii tych warsztatów jeszcze nie było kursantki, której nie udałoby się stworzyć swojego pierwszego dzieła na miarę Prady, wcale mi nie pomogły, bo oczami wyobraźni już widziałam się jako ta pierwsza, bo w końcu ktoś zawsze musi być pierwszy.

Ale, patrzcie!

To moje! Zrobiłam sama, samiusieńka! 

Po takim sukcesie nie pozostało mi nic innego jak zapisać się na kolejną część kursu – tym razem rękawicę rzuca mi spódnica! Ha, już niebawem będę dumnie kroczyć ulicami miasta w uszytej przez siebie spódnicy!

Duma mnie rozpiera patrząc na moją własną, prywatną kosmetyczkę! Teraz twoja kolej – zrób coś dzięki czemu poczujesz tę wielką dumę!

Tags: No tags
6

Leave a Comment